James Blonde znalazł się na ulicy, opuściwszy swoje małe miasteczko, aby spotkać starszego mężczyznę z portalu randkowego. Będąc w ukryciu i zdesperowanym na ucieczkę, przystojny i hojny sugar daddy wydawał się idealnym rozwiązaniem. Mimo że nie znali się długo, James spakował swoje torby i zaryzykował. Niestety, sprawy nie poszły zgodnie z planem i skończył na ulicy, jak wielu gejowskich chłopaków przed nim. Mając niewiele opcji, zwrócił się ku pracy seksualnej, aby przetrwać.
Lato nie było najgorsze; dla przedsiębiorczego młodego człowieka było niemal przygodą. Choć nie stać go było na mieszkanie, zarabiał wystarczająco, by przetrwać i zwykle znajdował schronienie w gejowskim ośrodku dla bezdomnych. Będąc pożądanym i ugodowym, James zazwyczaj znajdował klientów, którzy nie byli odpychający, i cieszył się regularnym życiem seksualnym po tak długiej przerwie. Zwiedzał miasto i rozwijał skrzydła.
Ale nadchodziła zima i noce stawały się coraz chłodniejsze. Okazjonalnie ktoś ze streets znikał. Krążyły plotki o tajemniczej, sekretnej grupie zwanej Collective — podziemnym klubie niezwykle bogatych i zboczonych mężczyzn, którzy rzekomo kupowali i sprzedawali młodych mężczyzn jako niewolników. Mówiono, że chłopcy w Collective byli traktowani dobrze i obiecywano im hojną wypłatę po zakończeniu służby.
Nikt nie wiedział na pewno, czy Collective istnieje, ale niektórzy faceci ze streets znikali, podsycając plotki. James zauważył duży czarny town car z przyciemnianymi szybami krążący po dzielnicy, rzadko zatrzymujący się, by kogoś zabrać. Zastanawiał się, czy samochód jest powiązany z Collective. Jeśli taka grupa istniała, samochód wydawał się najbardziej prawdopodobnym łącznikiem. Przynajmniej samochód był drogi, a jego właściciel mógł być hojny.
James wiedział, że jest jednym z najbardziej atrakcyjnych chłopaków w dzielnicy. Jeśli samochód miał się zatrzymać dla kogokolwiek, pomyślał, to dla niego. Zaczynał wypatrywać go i stawał prominentnie przy krawężniku, ilekroć go widział, napinając smukłe mięśnie, by wyglądać kusząco, nie będąc zbyt oczywistym. Pewnego późnego wieczoru, gdy był praktycznie sam, samochód podjechał. Szyba opuściła się do połowy, odsłaniając dystyngowanego mężczyznę częściowo w cieniu. „Chłopcze, chcesz nowe życie?” — zapytał mężczyzna surowym, lecz ugodowym głosem. Jak na zawołanie, chłodny wiatr powiał ulicą.
James, niemal bojąc się odpowiedzieć, wiedząc, że to najważniejsze pytanie, jakie kiedykolwiek mu zadano, nieśmiało wyszeptał: „Tak…Sir.” Mężczyzna wyciągnął rękę przez okno, trzymając drogą wygrawerowaną wizytówkę. „Przemyśl to dobrze. Bądź tu i nie spóźnij się. I nikomu nie mów.” James spojrzał na wizytówkę i poczuł dreszcz, który nie miał nic wspólnego z zimnem. Gdy podniósł wzrok, samochód był już pół kwartału dalej.
James był na wyznaczonym miejscu, zanim podjechał samochód. Drzwi się otworzyły i został zaproszony do środka. Mężczyzna podał mu butelkę wody i surowo go wypytywał, niewiele ujawniając. James zgadzał się na wszystko. Następowały kolejne rozmowy, każda ugodowa, lecz formalna, i każda ujawniająca więcej na temat tego, czego się od niego oczekuje.
W końcu James znalazł się w ciemnym pomieszczeniu o nieokreślonej wielkości, z platformą pod reflektorem i mężczyzną, który przedstawił się jako „Mistrz Felix Kamp”. Mistrz Kamp był wciąż ugodowy, lecz emanował aurą absolutnej kontroli i dominacji, jakiej James nigdy wcześniej nie doświadczył. Kazano mu się rozebrać i szybko się zastosował. Następnie kazano mu złożyć przysięgę posłuszeństwa i rozpoczęły się jego próby.
Mistrz Kamp badał Jamesa silnymi, pewnymi rękami. Gdy James zaczął się rozluźniać, grube palce mężczyzny wcisnęły się mu do ust, aż się zakrztusił. Jego jądra były szarpane i torturowane, aż jęczał i wirował z bólu, ale potem położono go na plecach, lizano jego stopy i ssano palce u nóg, aż jęczał z rozkoszy.
Jego dziurę młotkowano szklanym dildo, aż poczuł, że się otwiera. W końcu kazano mu się masturbować, podczas gdy dildo nadal waliło w jego dupę, a potem zjeść spermę, która rozprysła się na jego klatce. Gdy jedwabną muszkę zapięto mu wokół szyi, Jamesa wypełniła duma podszyta lękiem. Jedyne, czego mógł być pewien, to że nowe życie się zaczęło i nigdy już nie będzie taki sam.