Około roku temu dokonałem znaczącej zmiany w karierze, dołączając do straży pożarnej. Wcześniej utknąłem w martwej pracy i stawałem się coraz bardziej sfrustrowany. Mój najlepszy przyjaciel, który już pracował w straży pożarnej i uwielbiał to, zachęcił mnie do zmiany. Chociaż nie byłem pewien, czy będę cieszyć się wysokiego ryzyka środowiskiem wielkomiejskiej straży pożarnej, nasza wiejska okolica oferowała inne doświadczenie. Nie mamy wysokich wieżowców ani parków przemysłowych pełnych niebezpiecznych chemikaliów; najwyższy budynek w okolicy to pięciopiętrowy Holiday Inn przy autostradzie. Ryzyka są mniejsze, a koleżeństwo silne — często znajdujemy preteksty do spotkań na stacji dla budowania morale około raz w miesiącu.
Mój przyjaciel zaprosił mnie na imprezę Super Bowl na stacji i na szczęście tej nocy nie było żadnych wezwań alarmowych. Czułem się jak w college'owskim domu bractwa, z około 20 facetami wiszącymi razem, oglądającymi mecz i robiącymi hałas. Niektórzy z chłopaków nawet losowali słomki, żeby zostać trzeźwymi na wypadek prawdziwego alarmu. Następnego dnia zapisałem się na szkolenie strażackie i zanim się zorientowałem, byłem oficjalnie pożeraczem dymu.
Praca nie zawsze jest łatwa. Podejmujemy ryzyko i jesteśmy świadkami rozdzierających serce scen, jak rodziny tracące domy w pożarach. Ale jesteśmy tam, żeby pomóc tak bardzo, jak możemy. Publiczne ogłoszenie: zawsze trzymaj gaśnicę w kuchni! Większość naszych wezwań obejmuje stereotypowe scenariusze, jak ratowanie kotów z drzew. Jeszcze niedawno musieliśmy wyciągnąć głowę dziecka z balustrady, po tym jak utknęło. Tata był wściekły, ale serio, uczcie dzieci trochę zdrowego rozsądku!
Najlepsze wezwania to jednak te, które żartobliwie nazywamy „Wizytami samotnych gospodyń”. To trochę tajemnica straży pożarnej, ale co dzieje się w remizie, zostaje w remizie. Czasem te wezwania dotyczą prawdziwych obaw lub rzeczywistych problemów, ale często to po prostu kobiety pozostawione same w nocy, z wyobraźnią puszczoną na żywioł. Zdziwiłbyś się, jak często wita nas w drzwiach MILF w negliżu. Brzmi to jak coś z Pornhuba, ale przysięgam, że się zdarza.
Kiedy przychodzą takie wezwania, losujemy słomki. Zwycięzca bierze wóz kapitana, żeby sprawdzić sprawę. Jeśli jest prawdziwy alarm, wzywa wsparcie; w przeciwnym razie ma godzinę na „załatwienie sprawy”, zanim wróci. W najgorszym wypadku to szansa na wyjście z remizy, przejażdżkę i może darmowego pączka. W najlepszym — okazja do, no wiesz o co chodzi.
Problem w tym, że zwykle mam nadzieję przegrać losowanie. Żaden z facetów o tym nie wie, ale jestem gejem. Moja „ukochała” z liceum i ja mamy układ — nosi mój pierścionek zaręczynowy, żeby ludzie nie zadawali pytań. Być zaręczonym nie powstrzymuje jednak samotnych gospodyń, zwłaszcza naszych stałych klientek. Kilka dni temu „wygrałem” losowanie.
Dzwoniący był młodym facetem zatrzymującym się w pensjonacie po drugiej stronie miasta. Tym razem wszyscy chłopacy mieli nadzieję przegrać, a ja myślałem, że przegrałem, kiedy wygrałem. Nie spodziewałem się znaleźć uroczo wyglądającego twinka w szlafroku frotte, twierdzącego, że „czuje dym”, podczas gdy wyraźnie palił się ogień z liści na podwórku za domem po drugiej stronie ulicy. Oczywiście był nowy w grze. Ale kim byłem, żeby narzekać? Miałem godzinę na cieszenie się ciasną akcją twinka, a takie okazje nie zdarzają się często w naszym małym miasteczku.
Dał mi ten spojrzenie i byłem wyraźnie pierwszym ratownikiem, na którego liczył. Po szybkim geście „rozejrzenia się” położył się na łóżku i powiedział: „Nie musisz iść… jeśli nie chcesz”. Cóż, jasna cholera, nie chciałem iść. W następnej chwili miałem go leżącego na łóżku, z głową zwisającą z krawędzi, gdy rżnąłem go w gardło. To było jak prosto z filmu porno. Przewróciłem go, wyjadłem jego owłosioną dziurkę i wsunąłem kutasa. Był ciasny i gorący, ale to był jeden pięcioalarmowy pożar, z którym mogłem sobie poradzić sam.