Pan Banner spędza kilka dni ze swoim synem Dexem w Carnal Mansion, zanim Dex wprowadzi się, by zostać houseboyem Legranda. Uspokojony stabilną, czułą atmosferą i bliską więzią między innymi ojcami a ich chłopcami, pan Banner wraca do domu, stając twarzą w twarz z rzeczywistością odejścia Dexa. Ogarnięty posiadawczą żądzą przyciąga swojego chłopca blisko na głęboki, powolny pocałunek, rozbierając go z czcią i pieszcząc każdy centymetr, aż Dex zaczyna jęczeć i robi się twardy jak skała w slipach.
Pan Banner doskonale wie, jak sprawić, by jego syn jęczał „tatusiu” i błagał o rozplodzenie. Rżnie Dexa z tą samą intensywnością, z jaką lata temu umieścił go w matce — roszcząc sobie prawo do dziury, którą wychował, ukształtował i wziął po raz pierwszy. Bez względu na to, dokąd Dex pójdzie lub komu innemu będzie służył, zawsze będzie należał do swojego taty. Pan Banner upewnia się, że jego chłopiec nigdy tego nie zapomni, wbijając się w niego głęboko i wypełniając go ładunkiem po ładunku w surowej, emocjonalnej sesji rozrodu ojca z synem.