Lucas Jake niedawno wprowadził się do tego domku w ramach Zakonu, po przeprowadzce przez cały kraj z powodu nowej pracy.
Jest uderzająco wysoki, przystojny blondyn o przenikliwych niebieskich oczach i takim naturalnym, lekkim charyzmacie, który natychmiast sprawia, że kolana każdego chłopca miękną w chwili, gdy wchodzi do pokoju.
W liceum był archetypem złotego chłopca: gwiazdą quarterbacka varsity football, wybitnym członkiem bractwa, uczniem z samymi A na liście honorowej—ostatecznym alfa nastolatkiem, do którego wszyscy spoglądali z podziwem i którego potajemnie zazdrościli. Mimo to nawet wtedy nosił swoją popularność z prawdziwym ciepłem, hojnością i swobodnym urokiem, który nigdy nie wydawał się wymuszony czy arogancki.
Teraz, jako w pełni dojrzały mężczyzna, nie stracił nic z tego uderzającego wyglądu, magnetycznej pewności siebie ani subtelnej, niemal hipnotycznej aury, którą emanuje bez żadnego wysiłku. Bez względu na to, czy jest to pierwsze spotkanie chłopca z nim, czy dziesiąte, efekt jest zawsze ten sam: instynktownie miękną, topnieją pod solidną siłą jego szerokiej klatki piersiowej i potężnych ramion, oddech zamiera, gdy słowa wypływają w miękkim, drżącym szept—
„Proszę, Panie.”